Sunday, 24 February 2013

hej ho, hej ho!

ale to zleciało-mówią,  a ja przytakuję cicho,  w duchu myśląc,  no, chyba tobie.
już to wcześniej przerabiałam, więc wiem, że stres pt.: jak sobie poradzą i poczucie, że sobie beze mnie wcale nie poradzą nieodłącznym są elementem do pracy powrotów i z czasem zbledną, a potem całkiem miną.
i, że pozostanie słodka radość z "dorosłej" konwersacji, niekoniecznie w temacie zupek, kupek oraz kolejnego etapu buntu, a nawet jeśli,  to z takim miłym dystansem, jakby się rozprawiało o tych tamtych dzieciach, nie własnych.
i, że fajnie jest czasem zatęsknić.
tak, wiele pozytywnych aspektów powotu do pracy jest.
wiele jest.

Thursday, 21 February 2013

pieprzę, wychodzę z lutego

chwilowy zastój w blogosferze tłumaczyć mogę jedynie tym, że bardziej nie mam nic do powiedzenia niż zwykle.
no dobra-biegam i to jest obecnie najfajniejsze w moim życiu, smutne, co?
Duża mimochodem skończyła trójkę i ma poważne sprawy na głowie, jak rozmowy ze swoimi 'girlies' na placu zabaw, czy inne podobne, zawsze stojące na drodze temu, o co akurat ją proszę. priorytety.
za parę dni wracam do pracy i generalnie się cieszę i otwieram na nowe, tudzież odrobinę stresuję, jak to będzie, ale jakoś będzie, bo musi być, tak, czy nie.
mam ochotę chyba na jakiś bieg zorganizowany, to nie wiem w jakich kategoriach to rozpatrywać.
3.03 w stolicy biegną 5k, myślę.


Tuesday, 5 February 2013

smętnie jest

styczeń i luty, to nie są dwa moje ulubione miesiące i-dopóki się nie przewiną-odciskają złe piętno na mojej skołatanej psychice. kolejne piętno, bo mam jeszcze dwoje dzieci.
ratuję się jak mogę pompując w organizm oporne endorfinki, ale coś to, panie, wątpliwej jakości.
pisanie i myślenie o Bora Bora też niewiele daje, tylko wkurw się nasila.
wicher wieje, deszczyk pada, baba jaga jajka składa:/