Tuesday, 22 January 2013

wojny i rozpacz

oj dopadło nas choróbsko gorsze niż tytułowe wojny i rozpacz i to dopadło kolektywnie, hej. kiedyś to się zwało sraczką z wymiotami, dziś-ponieważ nawet śmierć musi być ładna i higieniczna-chorowaliśmy na grypę żołądkową. o tak, w pewnym momencie prosiłam o śmierć:/ na szczęście wszystko kiedyś mija, nawet najgorsza gówniana historia, więc i my będziemy żyć. opiekowanie się biednym siedmiomiesięcznym, wymiotującym maleństwem i niecierpliwą trzylatką, tudzież mężem samemu mając "przypadłość"-nie życzę nikomu.

Friday, 18 January 2013

o śniegu

który im bardziej prószy, tym bardziej sypie, tym bardziej pada.
fajnie tak-odciął nas od świata zewnętrznego niemal całkowicie-jedyne okno, jakie działa, to windows.
sklepy nieczynne.
drogi, w tym autostrada, zamknięte.
telewizji brak.
chleba i mleka, oraz sznurka (sznura?) brak.
Duża w domu, bo przedszkole zamknięte.
Mały nie doczeka się pani health visitor.
Małżon nie pójdzie do fryzjera.
ja nie dowiem się ile dziś ważę.
może pójdę pobiegać, ale nie na pewno.
panowie od gazu nie dojadą na serwisowanie bojlera.

szkoda, że moje dzieci będą rosły w przekonaniu, że śnieg, to coś złego, bo jest naprawdę pięknie.
i ulepimy bałwana.

Sunday, 13 January 2013

chcę na Bora Bora

a tymczasem los zakorzenia mnie dziećmi i kredytem hipotecznym na innej wyspie o oceanicznym klimacie.
zastanawiam się czasami, czy brytyjczycy są jakoś lepiej ewolucyjnie wyposażeni do życia w ciemności i wiecznej jesieni. za hipotezą, że jednak są przemawia fakt, iż nawet podczas grzecznościowej rozmowy o różnych rodzajach deszczu da się wyczuć w tonie specyficzną pobłażliwość: no pada, pada...

sprawdzam więc co jakiś czas oferty biur podróży i dochodzę do smutnego wniosku, że nie dla mnie one, ach nie. na stronie jednego z nich komunikat: nie chcemy cię zrażać drogi potencjalny turysto Bora Bora, ale jak nie masz średnio 10tys. funtów szterlingów za 7 (słownie siedem) dób hotelowych dla dwojga, to raczej nie marnuj swojego cennego czasu i sprawdź ceny wynajmu karawanów w zachodniej Walii.

a teraz zadanie konkursowe-znajdź 10 szczegółów różniących poniższe zdjęcia.
dwa szczegóły?
jeden?




Saturday, 12 January 2013

mam cię we krwi

dziś, wino.
i świat wydaje się być barwniejszy.
a w każdym razie mniej nieznośny. ileż to czasu upłynęło odkąd piłam wino ostatni raz. no, dużo.
niestety, z powodu wyżej wspomnianych ról społecznych, nie będę mogła pozwolić sobie na spotęgowanie, albo choć podtrzymanie tego stanu. do 19. czasu lokalnego muszę być w formie, bo ssak będzie ssał.
kusi czasem jednak, nie powiem.
to naprawdę dobrze, że ktoś kiedyś wymyślił alkohol.



Wednesday, 9 January 2013

Elu

jak w mailu donosi twój mąż-oto właśnie przekroczyliście rubikon rodzicielstwa:)
prawdą jest, co mówią, że odtąd nic już nie będzie takie samo, jak przedtem.
ale-
myślę sobie, że cena za dostąpienie przywileju bycia mamą ostatecznie wcale nie jest wygórowana.
gratuluję wam jeszcze raz bardzo serdecznie. wielkiej rzeczy dokonaliście:)








Sunday, 6 January 2013

bieganina

ogłaszam pisząc, bo co napisane, to się liczy, że pierwszy raz dziś pobiegłam.
mam nadzieję, że będzie tego więcej i, że za kilka tygodni zdołam przebiec dużo.
wszystkich zainteresowanych-czyli niewielu-proszę o wsparcie i co jakiś czas pytania grzecznościowe: jak ci idzie bieganie.
to część większej całości, w drodze do mniejszości ogólnotłuszczowej.
kompleksowo podeszłam.

                                          na zdjęciu: Irena Szewińska

Saturday, 5 January 2013

dziecinada

gdzieś umknął mi po drodze moment przejścia ode mnie mnie, do mnie wypełnionej rolami społecznymi, w tym najwięcej mamą.
otworzyłam oczy i nie rozpoznaję tej nowej przestrzeni, a przecież tworzę ją już bez mała 3 lata.
może istotnie chodzi o wieczne zdziwienie, jak pisał poeta.
ale skąd u licha wzięło się tu aż dwoje dzieci?

Wednesday, 2 January 2013

i już jest normalnie

czyli między innymi deszczowo.
dzieci płaczą w tę samą nutę co poprzednio, świąteczne dekoracje krzyczą-zdejmij mnie, ale ja udaję głuchą jeszcze choć przez parę dni. lenistwo znów bierze górę nad zmysłem estetycznym, cóż, bywa.
dnia przybywa.