chcę napisać, że jest mi bardzo bardzo ciężko, bo być może kiedy to już minie-a ponoć minie, bo wszystko mija-będę chciała pamiętać.
więc jest mi bardzo, bardzo ciężko.
bycie mamą wysysa ze mnie soki i treści i jest mnie mało, coraz mniej.
Wednesday, 28 November 2012
Thursday, 22 November 2012
6.00 rano, jak co dzień
budzi się dom. z kątów wypełzają dzieci w różnym więku i ich ojciec, żeby się do mnie przykleić, omotać, zakrzyczeć prośbami o siku, o picie, o śniadanie.
otwieram jedno niewyspane oko, do piersi przystawiam głodnego ssaka, taka ze mnie matka wieloramienna.
poję, karmię, rozczesuję niepokorne loki, wsypuje drobne ciałka w ubrania, koniecznie w kolorze ulubionym.
nastawiam czajnik, wkładam chleb do tostera, smażę jajecznicę.
otwieram drugie oko, choć do końca dnia właściwie się nie budzę.
otwieram jedno niewyspane oko, do piersi przystawiam głodnego ssaka, taka ze mnie matka wieloramienna.
poję, karmię, rozczesuję niepokorne loki, wsypuje drobne ciałka w ubrania, koniecznie w kolorze ulubionym.
nastawiam czajnik, wkładam chleb do tostera, smażę jajecznicę.
otwieram drugie oko, choć do końca dnia właściwie się nie budzę.
Wednesday, 21 November 2012
sezonowy spadek serotoniny
ciekawe, czy jest taka jednostka chorobowa. wiem, że jest jesienna depresja, jako stan duszy i ciała, chyba powoli zaczyna mnie dotyczyć.
trzeba mi słońca.
listopadowe wyprawy egzotyczne powinny być przepisywane przez lekarzy pierwszego kontaktu i realizowane za symboliczną opłatą. ale nie są. a najgorsze jest to, że czekolada nie przyjdzie mi w sukurs, bo znajduje się obecnie na mojej liście zakazanej.
ech, żeby tak zapaść w sen zimowy i obudzić się piękną, słoneczną wiosną.
trzeba mi słońca.
listopadowe wyprawy egzotyczne powinny być przepisywane przez lekarzy pierwszego kontaktu i realizowane za symboliczną opłatą. ale nie są. a najgorsze jest to, że czekolada nie przyjdzie mi w sukurs, bo znajduje się obecnie na mojej liście zakazanej.
ech, żeby tak zapaść w sen zimowy i obudzić się piękną, słoneczną wiosną.
Tuesday, 20 November 2012
właściwie
to równie dobre kryterium doboru partnera, jak każde inne.
a ja się lokalnie socjalizuję. nie jest to do końca zgodne z moją naturą antyspołeczną, ale teraz mam dzieci i socjalizuję się poniekąd dla nich. a one to lubią. więc zniosę te dwie, trzy godziny bezsensownej paplaniny matek przyprowadzających do świetlicy swoje dzieci. ostatecznie nawet śmiejąc się z siebie w duchu, włączam się w tę rozmowę o drożyźnie, kupowaniu ubrań i pogodzie. koniecznie o pogodzie.
a pogoda jest typowa. leje, wieje, czasem z rana zmrozi. co tu dużo gadać.
Saturday, 17 November 2012
maleję
od jakiegoś czasu jestem na diecie. zdaje się, nawet mnie samej, że ciągle jestem na jakiejś diecie,
ale tym razem...
w ciągu 3 tygodni schudłam już ponad 4 kg, więc coś drgnęło, ale sporo jeszcze przede mną.
dojmujące jest uczucie przygnębienia, kiedy z fajnych kiecek nic na ciebie w sklepie nie pasuje.
nieczęsto się nań wystawiam, bo zakupów tekstylnych nie lubię, ale jak już-towarzyszy mi niemal zawsze.
no więc postanowiłam to zmienić.
wiem, że się da, bo już coś tam kiedyś na tym polu osiągnęłam, ale potem postanowiliśmy się jeszcze trochę porozmnażać i efekty wypełniły się ciałem.
ciałem, którego obecnie nie poznaję i nie lubię.
ciałem, z którym jest mi źle.
ciałem, które nie wzbudza już takiego błysku w oku Mężczyzny, jak kiedyś.
rozmyślam, nad jakimś pozytywnym akcentem na koniec tego posta,
ale jedyny, jaki przychodzi mi do głowy to ten, o chińczyku, którego mamy dziś zamówić na kolację...
zdjęcie ze strony china-tour.cn
ale tym razem...
w ciągu 3 tygodni schudłam już ponad 4 kg, więc coś drgnęło, ale sporo jeszcze przede mną.
dojmujące jest uczucie przygnębienia, kiedy z fajnych kiecek nic na ciebie w sklepie nie pasuje.
nieczęsto się nań wystawiam, bo zakupów tekstylnych nie lubię, ale jak już-towarzyszy mi niemal zawsze.
no więc postanowiłam to zmienić.
wiem, że się da, bo już coś tam kiedyś na tym polu osiągnęłam, ale potem postanowiliśmy się jeszcze trochę porozmnażać i efekty wypełniły się ciałem.
ciałem, którego obecnie nie poznaję i nie lubię.
ciałem, z którym jest mi źle.
ciałem, które nie wzbudza już takiego błysku w oku Mężczyzny, jak kiedyś.
rozmyślam, nad jakimś pozytywnym akcentem na koniec tego posta,
ale jedyny, jaki przychodzi mi do głowy to ten, o chińczyku, którego mamy dziś zamówić na kolację...
zdjęcie ze strony china-tour.cn
Thursday, 15 November 2012
ślady
czasem myślę, że nie zostawiam po sobie żadnego śladu.
jestem wypadkową codzienności i świątecznych obiadów u rodziny.
matką dzieciom.
żoną-bardzo ostatnio rzadko.
wspólnikiem w firmie zwanej: dom.
i jest mi z tym tak sobie.
ale bywają dni, takie jak dziś, że mogę usiąść sama ze sobą w niewyobrażalnej w moim domu ciszy i wtedy czuję-
jeszcze tyle może się wydarzyć.
jestem wypadkową codzienności i świątecznych obiadów u rodziny.
matką dzieciom.
żoną-bardzo ostatnio rzadko.
wspólnikiem w firmie zwanej: dom.
i jest mi z tym tak sobie.
ale bywają dni, takie jak dziś, że mogę usiąść sama ze sobą w niewyobrażalnej w moim domu ciszy i wtedy czuję-
jeszcze tyle może się wydarzyć.
Wednesday, 14 November 2012
mam blog, więc istnieję
nie znajduję żadnej myśli przewodniej dla tego bloga, poza tym, że czasem chce mi się pisać.
może ta chęć wypisze się, jak poprzednio, a może pozostanie we mnie dłużej.
zobaczymy, prawda?
może ta chęć wypisze się, jak poprzednio, a może pozostanie we mnie dłużej.
zobaczymy, prawda?
Subscribe to:
Posts (Atom)


