oj dopadło nas choróbsko gorsze niż tytułowe wojny i rozpacz i to dopadło kolektywnie, hej.
kiedyś to się zwało sraczką z wymiotami, dziś-ponieważ nawet śmierć musi być ładna i higieniczna-chorowaliśmy na grypę żołądkową.
o tak, w pewnym momencie prosiłam o śmierć:/
na szczęście wszystko kiedyś mija, nawet najgorsza gówniana historia, więc i my będziemy żyć.
opiekowanie się biednym siedmiomiesięcznym, wymiotującym maleństwem i niecierpliwą trzylatką, tudzież mężem samemu mając "przypadłość"-nie życzę nikomu.

No comments:
Post a Comment