od jakiegoś czasu jestem na diecie. zdaje się, nawet mnie samej, że ciągle jestem na jakiejś diecie,
ale tym razem...
w ciągu 3 tygodni schudłam już ponad 4 kg, więc coś drgnęło, ale sporo jeszcze przede mną.
dojmujące jest uczucie przygnębienia, kiedy z fajnych kiecek nic na ciebie w sklepie nie pasuje.
nieczęsto się nań wystawiam, bo zakupów tekstylnych nie lubię, ale jak już-towarzyszy mi niemal zawsze.
no więc postanowiłam to zmienić.
wiem, że się da, bo już coś tam kiedyś na tym polu osiągnęłam, ale potem postanowiliśmy się jeszcze trochę porozmnażać i efekty wypełniły się ciałem.
ciałem, którego obecnie nie poznaję i nie lubię.
ciałem, z którym jest mi źle.
ciałem, które nie wzbudza już takiego błysku w oku Mężczyzny, jak kiedyś.
rozmyślam, nad jakimś pozytywnym akcentem na koniec tego posta,
ale jedyny, jaki przychodzi mi do głowy to ten, o chińczyku, którego mamy dziś zamówić na kolację...
zdjęcie ze strony china-tour.cn

No comments:
Post a Comment