Thursday, 22 November 2012

6.00 rano, jak co dzień

budzi się dom. z kątów wypełzają dzieci w różnym więku i ich ojciec, żeby się do mnie przykleić, omotać, zakrzyczeć prośbami o siku, o picie, o śniadanie.
otwieram jedno niewyspane oko, do piersi przystawiam głodnego ssaka, taka ze mnie matka wieloramienna.
poję, karmię, rozczesuję niepokorne loki, wsypuje drobne ciałka w ubrania, koniecznie w kolorze ulubionym.
nastawiam czajnik, wkładam chleb do tostera, smażę jajecznicę.
otwieram drugie oko, choć do końca dnia właściwie się nie budzę.

No comments:

Post a Comment