najbardziej lubię w świętach to, że szybko mijają, choć przygotowania do tych dwóch i pół dnia rozpoczynające się już pod koniec października (dla niektórych) mogłyby sugerować coś innego.
tak się stało i tym razem i oddycham z ulgą pisząc te słowa, bo już nie chcę dłużej usprawiedliwiać wyższym celem czekoladowego ( i serowego z winem i krakersami) łakomstwa/obżarstwa.
prezentów dostaliśmy sporo, w tym wiele nietrafionych, część z nich do uratowania, jak za małe dziecięce ubranka, część nie-moja torebka z paskudnymi złotymi dodatkami i szalik w stylu dojrzałej sześćdziesiątki:/
ludziom trudno jest pojąć, że prezenty dla innych, to nie to samo, co oni by chcieli dostać, włącznie z rozmiarem. ale to nic, jestem ponad to.
jeszcze tylko Nowy Rok z jego wigilią i można się spokojnie brać za noworoczne postanawianie.

No comments:
Post a Comment